niedziela, 21.03.2010, 09:39
Pod koniec lutego 2007r. zamieściliśmy ogłoszenie o naborze do VII edycji Szkoły Trenerów STOP. Patronat medialny nad szkołą objął portal www.ngo.pl. Do 23 marca przyjmowaliśmy zgłoszenia od kandydatek i kandydatów, a pod koniec marca odbył się drugi etap kwalifikacji, czyli rozmowy indywidualne.
Nowością w tej edycji jest to, że uczestnicy i uczestniczki uczą się w dwóch równoległych małych grupach. W programie szkoły pojawia sie tez dodatkowa sesja szkoleniowa na temat metod szkoleniowych. Superwizorem Szkoły po raz piąty jest Dariusz Fijołek.
Program i harmonogram sesji szkoleniowych:
Sesja | Data | Tematy sesji |
1a | 10-15.04.2007 | Trening
interpersonalny (1 grupa) - prowadzenie Ela Sołtys |
1b | 17-22.04.2007 | Trening interpersonalny (2 grupa) - prowadzenie Ela Sołtys |
2 | 25-27.05.2007 | Jak pracuje grupa
szkoleniowa? - prowadzenie Marian Wątroba i Barbara
Chruślicka |
3 | 14-17.06.2007 | Prowadzenie grupy
szkoleniowej - prowadzenie Agnieszka Szelągowska i Dariusz
Fijołek |
4 | 6-9.09.2007 | Metodologia prowadzenia szkoleń - prowadzenie Ewa Jasińska i Dariusz Fijołek |
5 | 18-21.10.2007 | Projektowanie
programu szkoleniowego - prowadzenie Katarzyna Czayka - Chełmińska,
Małgorzata Leszczyńska, Katarzyna Sekutowicz |
6 | 8-11.11.2007 | Metody szkoleniowe
- prowadzenie Katarzyna Czayka - Chełmińska, Małgorzata
Leszczyńska, Katarzyna Sekutowicz |
7 | 13-16.12.2007 | Prezentacja
trenerska - prowadzenie Natalia de Barbaro i Dariusz Fijołek |
Lista uczestniczek i uczestników - 1 grupa (Wspólnotowcy)

Przebieg szkoleń relacjonuje Agnieszka Zowczak.
VII edycję Stopu rozpoczął trening interpersonalny naszej grupy w ośrodku szkoleniowym w Łowiczu w dniach 10 IV – 15 IV 2007 roku. W małej, kameralnej grupie 12 osób przez kolejne dni uczyliśmy się rozpoznawać i wyrażać własne emocje, widzieć siebie w relacji z innymi, doświadczać przebiegu procesu grupowego, udzielać informacji zwrotnej. Trening nie był łatwy, był tak naprawdę sporym wyzwaniem, przez co tym bardziej okazał się dla nas ciekawy i wartościowy. Trudy treningu rekompensował nam Łowicz dostarczając miłej scenerii na codzienne spacery i pyszne ciastka w cukierni na rynku.
Poza zdobytą wiedzą i doświadczeniem ważny okazał się element towarzyski, którego zdecydowanie w relacji z treningu nie można pominąć. Bardzo się ze sobą w ciągu tych sześciu dni zżyliśmy - parafrazując Rick’a z finałowej sceny filmu „Casablanka” można by rzec „Wydaje się, że to początek pięknej przyjaźni”.
Aby dłonie były piękne i gładkie:)Mały rytuał w przerwach treningu.
Nasze drugie spotkanie obfitowało we wspomnienia z treningu interpersonalnego. W całości bowiem było poświęcone pracy grupy szkoleniowej. Omawialiśmy proces grupowy, którego doświadczyliśmy na własnej skórze w czasie treningu. Poddaliśmy analizie fazy rozwoju naszej grupy, role grupowe, trudne sytuacje, grupowe tabu, drugie życie grupy. Ciekawie było tak spojrzeć na siebie samych z pewnego dystansu, na chłodno rozkładać wszystko na czynniki pierwsze. Ma to nam pomóc lepiej zrozumieć siebie i innych, radzić sobie w sytuacjach trudnych i konfliktowych.
Ta sesja była też szczególnie emocjonująca, bo po raz pierwszy poznaliśmy drugą grupę stopowiczów. Poprzednio nasz trening odbywał się tydzień wcześniej i nie było możliwości spotkania. I chociaż zajęcia nadal będziemy odbywać w dwóch oddzielnych, równoległych grupach to wieczory są juz nasze wspólne. Dzięki temu możemy się trochę umuzykalnić:). Stopolandia to bowiem bardzo artystycznie uzdolniona ekipa. Pierwszy wieczór minął przy wspólnych śpiewach i truskawkach, drugi na świeżym powietrzu przy długim, pełnym radosnych biesiadników stole.
Po ostatnim spotkaniu mamy masę pomysłów na to co będziemy robić w wolnych chwilach następnym razem. To spotkanie było jak zlot starych znajomych. Wspomnienia a pamiętasz jak było, wizyty na nowo w Bordo itd. No i nie mogę się doczekać tych ciast, które mamy zjadać w czerwcowej sesji. O ile je upieczemy.
Trzecie spotkanie upłynęło pod znakiem niekończących się debat o
służbie zdrowia, pracy w III sektorze, hazardzie, tańcach ludowych,
korupcji w Polsce i wielu innych. Ćwiczylismy bowiem prowadzenie
dyskusji - taka właśnie była nasza praca domowa: przygotować temat
do dyskusji, którą będziemy potem sami moderować. Dyskusje trwały
ok 20 minut, po czym ich prowadzenie i przebieg były dokładnie
omawianie. Po raz pierwszy w czasie trwania szkoły stanęliśmy przed
resztą grupy jako prowadzący!
Było dużo emocji, bo wiadomo teoria to jedno, a praktyka drugie.
Bardzo ciekawe i wartościowe były informacje zwrotne których
udzielała cała grupa i prowadzący sesję naszej grupy Darek. Każdy z
nas mógł się dowiedzieć co było i jest jego mocną stroną, nad czym
powinien jeszcze popracować. Z tego bardzo intensywnego czerwcowego
spotkania wracamy pełni uwag i chęci żeby nad sobą pracować. Dobrze
jednak, że zbliżają się wakacje. Będziemy mieli trochę czasu żeby
ogromną ilość zdobytych informacji i wiedzy przeanalizować.
Prowadzenie grupy szkoleniowej jest nie lada wyzwaniem i chwila
refleksji na pewno się przyda.
Poza praktycznymi ćwiczeniami omówiliśmy rolę trenera jako
facylitatora, sytuacje potencjalnie trudne dla trenera i cykl
Kolba. Ostatni dzień minął na omawianiu przygotowań do treningu
zadaniowego. Rozmawialiśmy o obaszarach szkoleniowych które nas
interesują, miejscach gdzie trening na zakończenie szkoły mógłby
się odbyć. Pojawiło sie naprawdę dużo propozycji. Na kolejnej
wrześniowej sesji znów wrócimy do treningu i wtedy już wybierzemy
sobie konkretne tematy, w ramach których będziemy dalej
pracować.
W naszym drugim wieczornym życiu znów pojawił sie grill i super
ciasta upieczone przez najwytrwalszych, no i karaoke. O ile zajęcia
minęły nam bardzo pracowicie to wieczory były naprawdę wakacyjnie.
A we wrześniu mamy się zajadać domowymi przetworami. Mniam,
mniam:)
Po wakacyjnej przerwie powróciliśmy do urokliwego Łowicza, znanego nam już naprawdę całkiem dobrze z popołudniowych i wieczornych spacerów. Tym razem zajęcia były poświęcone metodologii prowadzenia szkoleń i można powiedzieć, że były esencją pracy trenera. Każdy z nas stanął przed grupą i prowadził 30 miutowe mini szkolenie, starając sie przeprowadzić uczestników przez wszytkie cztery etapy cyklu Kolba. Nasze wysiłki, wzloty i upadki były szczegółowo analizowane przez całą grupę pod czujnym okiem Ewy - prowadzącej tę sesję Wspólnotowców. Mieliśmy okazję dowiedzieć się czy osiągneliśmy postawione sobie wcześniej cele, czy ćwiczenia były odpowiednio dobrane, czy uczestnicy mieli przestrzeń by wyrazić swoje odczucia, czy płynnie przeprowadziliśmy grupę z refleksji, przez analizę, po zastosowanie. Dzięki obszernej i szczerej informacji zwrotnej wspólnie poznawaliśmy swoje mocne i słabe strony. Omówiliśmy także różne style uczenia się i rolę jaką odgrywają w pracy trenera. Na koniec podzieliliśmy się (razem ze Stopolandią) na zespoły robocze, w których będziemy na przyszłej sesji pracować.
Wrześniowe spotkanie było też okazją do kolejnych wizyt w Bordo, wspólnego grillowania (miejmy nadzieję, że aura pozwoli i w październiku też nam się to uda), a nawet do kibicowania polskim piłkarzom w Lizbonie. W czasie sesji pojawił sie także gość specjalny – absolwentka jednej z pierwszych edycji STOPu Maja Branka, która opowiedziała nam o swojej bardzo ciekawej pracy trenerki i idei zmiany, którą chce wprowadzać w życie. Tak więc znowu spędziliśmy bardzo intensywne 4 dni. No i pojawił się pomysł koszulek. Ale o tym na razie cicho sza. Teraz pozostaje TYLKO całą wiedzę i umiejetności zdobyte w czasie tego spotkania jescze raz przeanalizować, najlepiej szybko zastosować i czekać do października na następne spotkanie.

Przebieg szkoleń relacjonuje Piotr Henzler
Pracownicy ośrodka w Łowiczu mieli tylko jeden dzień na złapanie oddechu po wyjeździe pierwszej grupy, bo już 17 kwietnia w „Zaciszu” pojawiła się druga dwunastka z VII Szkoły. Zasiadła na ciepłych jeszcze materacach i pod czujnymi oczami Eli Sołtys i Tomka Waleczki, z równym entuzjazmem co poprzednicy, opowiadała o swoich uczuciach i potrzebach, i wyciągała z nich – a przynajmniej starała się wyciągać - odpowiednie wnioski.
Niemal 50 godzin treningu interpersonalnego odcisnęło piętno na wszystkich uczestnikach, którego nie zatarły ani krótkie wypady do Bordo na jabłecznik z bitą śmietaną, ani łowicki shopping, ani nawet chóralne wyśpiewywanie historii o rózgach – powstała silna grupa, świadoma siebie, swoich mocnych stron (i słabszych też), gotowa na kolejne comiesięczne wyzwania, pełna zapału do wspólnego poznawania tajników pracy trenerskiej. Połączona plombą.
Czas, jaki minął od naszego poprzedniego pobytu w Łowiczu, okazał się za krótki, aby zapomnieć o tym, co się wówczas działo. I bardzo dobrze, bo naszym zadaniem stało się teraz omówienie „na chłodno” (a przynajmniej „na chłodniej”) tego, co wspólnie przeżyliśmy podczas treningu interpersonalnego. I nie chodziło tutaj o odtworzenie jego poszczególnych elementów (choć od tego zaczęliśmy), ale przede wszystkim o spojrzenie na wspólnie spędzone 5 dni jako na proces grupowy.
Zastanawialiśmy się, wspólnie z Basią Chruślicką, nad poszczególnymi fazami rozwoju grupy, próbując – skutecznie – określić, kiedy i w jakich okolicznościach przechodziliśmy od fazy integracji do fazy relacji, kiedy rozpoczęliśmy współpracę, a kiedy nasze działania i myśli pochłaniała już faza rozstania.
Słowem-kluczem okazał się „metapoziom” – to z niego właśnie mieliśmy przeanalizować trening interpersonalny i rozpoznać panujące wówczas emocje. Nie dla sportu – umiejętność spojrzenia na grupę z dystansu jest niezbędna w pracy trenerskiej. Bez niej nie ma mowy o dobrym poprowadzeniu warsztatu, podczas którego – choćby na kilkanaście czy kilkadziesiąt godzin – tworzy się grupa przechodząca łatwiejsze i trudniejsze dla trenerów momenty.
Nie mając wiedzy o fazach rozwoju grupy, o rządzących nią normach, tematach tabu, bez świadomości istnienia drugiego życia, ról grupowych i wynikających z nich konsekwencji, bez „podejścia superwizyjnego”, o którym nam wielokrotnie Basia wspominała, można prowadzić zajęcia metodą akademicką. Ale czy tego chcemy?

Drugi zjazd łowicki stał się również okazją do poznania
drugiej grupy, która razem z nami rozpoczęła Szkołę, jednak trening
interpersonalny miała w innym terminie. Wspólny wypad na miasto,
krótkie spotkania w czasie posiłków i dłuższe przy grillu (na
zdjęciu) zapoczątkowały fazę integracji obu grup. Co będzie
dalej?
Po niespełna trzech tygodniach znów zawitaliśmy do Łowicza. Tym razem mieliśmy się zająć facylitacją, czyli czekała nas zamiana ról. Z tych, którzy siedzą w kółku i od czasu – zapytani lub nie – zabierają głos, mieliśmy się stać tymi, którzy stoją na środku i prowadzą dyskusję.
Nie było to łatwe zadanie, jak się okazało. Nawet, jeśli takim się wydawało na początku. Po 20-30 minutach „wystąpienia(?) facylitatora” nadchodził czas omówień. Najpierw padało sakramentalne pytanie: „Jak Ty się czujesz 'już po'? Jakie są Twoje wrażenia?”. A potem – pod czujnym okiem i uchem prowadzącej trzecią sesję Agnieszki Szelągowskiej, pilnującej, żeby krytyka nie była zbyt ostra i by zalety poszczególnych wystąpień nie zostały niezauważone – dzieliliśmy się swoimi wrażeniami.
Trzecia sesja, choć zdominowana przez indywidualne występy, nie ograniczała się do nich. Poznaliśmy techniki przydatne podczas facylitacji, braliśmy udział w scenkach pokazujących ich zastosowanie, poznaliśmy – na razie pobieżnie – cykl Kolba.

A wolnych chwilach - dwa razy grill, kalambury filmowe i
karaoke, które ma szansę przejść do historii STOPu!
Powoli zaczęliśmy się też przymierzać do treningu zadaniowego. Wybór – na razie niezobowiązujący – interesujących nas tematów szkoleniowych pokazał, że nie będzie problemu ze stworzeniem grup roboczych, zarówno w ramach naszej grupy, jak i w całym gronie słuchaczy VII Szkoły. A kończące zjazd, wspólne (razem z grupą Wspólnotowców) zebranie poświęcone omówieniu podstawowych zasad treningu, mogło przekonać trenerów (oprócz Agnieszki również Darka Fijołka), że interesują nas wszystkie kwestie z nim związane i niczego nie puścimy „na żywioł”.
Wrześniowy, czwarty już zjazd VII Szkoły ("metodologia prowadzenia szkoleń"), poświęcony był niemal w całości cyklowi Kolba - modelowi edukacyjnemu, którego stosowanie może ułatwić przyswojenie przez uczestników szkolenia nowej wiedzy lub umiejętności. Przeprowadzenie grupy przez jego cztery etapy było zadaniem dla każdego z nas.
Ćwiczenie, refleksja, analiza i zastosowanie – każdy miał na to 30 minut. Lub więcej, jeśli się zagalopował, a prowadzący zajęcia Darek Fijołek stwierdzał, że są rezerwy czasowe i nie trzeba od razu przerywać. 10 ćwiczeń/zadań/eksperymentów, w jakich każde z nas brało udział, plus to jedno, które sami przygotowaliśmy, pozwoliło nam przekonać się, że cykl Kolba to nie czczy wymysł teoretyków, ale przydatne narzędzie. A wszelkie drobne wpadki, jakie mieliśmy podczas prowadzenia ćwiczeń, mogliśmy z łatwością zrzucać na swoje „style uczenia”, które poznaliśmy na początku zjazdu.
A potem nadszedł czas na „życiowe decyzje” – podział na zespoły tematyczne, które mają zająć się przygotowaniem programów szkoleniowych na trening zadaniowy. Wspólnie z drugą grupą uczestników VII Szkoły stworzyliśmy kilka zespołów, w których będziemy pracować podczas kolejnych sesji.

Cykl Kolba
poznaliśmy najpierw od strony praktycznej – Darek Fijołek zaprosił
nas na kładkę, którą później omawialiśmy już w czterech
ścianach.
Niby do końca szkoły jeszcze sporo czasu, ale już od pierwszego dnia październikowej (18-21.10.07) sesji wyczuwaliśmy narastającą niecierpliwość (przynajmniej ze strony kadry) – kiedy wreszcie podejmiemy decyzję, gdzie zorganizujemy trening zadaniowy, praktyczne zwieńczenie naszej nauki, imprezę, która pokaże, czego nauczyliśmy się w Szkole. Jednak z Łowicza wyjechaliśmy nadal bez decyzji, choć pewne konkretne propozycje zaczynają nabierać kształtów.
Ale wybór miejsca treningu nie był najważniejszym powodem naszego spotkania. Tematem sesji było planowanie programu szkoleniowego, ze szczególnym uwzględnieniem badania potrzeb uczestników, określenia celu głównego i szczegółowych oraz oczekiwanych rezultatów, czyli tego, co uczestnik naszego szkolenia wyniesie z kontaktu z nami.
Tym samym przystąpiliśmy więc do konstrukcji naszych własnych szkoleń, których premiera nastąpi podczas treningu zadaniowego. Pracując – pod okiem Kasi Czayki-Chełmińskiej, Kasi Sekutowicz oraz Małgosi Leszczyńskiej - w małych zespołach tematycznych (o podziale na dwie grupy z początku szkoły już mało kto pamięta) zastanawialiśmy się, co chcemy przekazać naszym potencjalnym uczestnikom i po co. A niektórym nawet udało się chwilę zastanowić „w jaki sposób”.
Wyjeżdżając z Łowicza, z rulonami flipczartów pod pachami, wiedzieliśmy, że jeszcze przed sesją listopadową czeka nas sporo pracy…
Po zjeździe październikowym ostatecznie zanikła granica
między grupą pierwszą i grupą drugą, w których rozpoczynaliśmy
szkołę. Teraz większośc czasu spędzamy w swoich grupach
zadaniowych, opracowując program szkolenia na trening zadaniowy. A
czy ktoś należy do tych, którzy pierwsi zawitali w Łowiczu czy
drudzy - nikogo już nie interesuje.
Dlatego też dalsza część relacji będzie już uwspólniona, wspólnie
tworzona przez Agnieszkę Zowczak i Piotra Henzlera.
Listopadowe spotkanie okazało się bardzo intensywne. Sesja była poświęcona metodom szkoleniowym ich dostosowywaniu do programu szkolenia. Każdy zespół zadaniowy miał okazję przetestować jedno z ćwiczeń, które zamierza zaproponować uczestnikom treningu na zakończenie STOPu. A więc już po raz kolejny stawaliśmy przed grupą (teraz już jedną 24 osobową), otrzymywaliśmy informację zwrotną i dowiadywaliśmy się naprawdę dużo o sobie. Równolegle pracowaliśmy nad programami szkoleń, tak by były naprawdę przez nas dopieszczone i ciekawe dla uczestników, no a poza tym proces grupowy postępował….
W rezultacie listopadowa sesja była naprawdę angażująca ciało i umysł w 100 procentach na wszystkich trzech poziomach uczenia się. Tę intensywność spostrzegły też same trenerki stwierdzając, że jesteśmy wyjątkowo pracowitą grupąJ.
Ilość wiedzy i przemyśleń, z którymi wyjechaliśmy z Łowicza była naprawdę ogromna. Mam nadzieję, ze zdążymy wszystko na spokojnie przeanalizować do grudnia, a na nasze ostatnie, a zarazem przedświąteczne spotkanie, każdy z nas przyjedzie wypoczęty i pełen energii.
Ostatni zjazd w ramach szkoły musimy bowiem jakoś uczcić! Może tańce? I świąteczne pachnące smakołyki? Oj byłoby miło, tylko kto to zorganizuje….
No i stało się. To była nasza ostatnia sesja – trudno uwierzyć, że już do Łowicza na zajęcia STOPu nie przyjedziemy. Aż łezka się w oku kręci.
Tym razem. ćwiczyliśmy trudną sztukę prezentacji i aby nie było wątpliwości jak wypadliśmy - co jest naszym atutem, a co deltą - nasze wyczyny zostały udokumentowane na kasecie filmowej. Pod okiem Natalii i Darka uczyliśmy się czego pragną słuchacze, czyli jak mówić aby nas zrozumiano, zapamiętano i żeby naszym wystąpieniem osiągnąć zamierzony efekt.
Poza ćwiczeniem i omawianiem prezentacji znalazł się czas na poważną rozmowę o blaskach i cieniach pracy trenera, na dyskusyjny klub filmowy, a także na gorączkę sobotniej nocy. Na parkiecie tańczył z nami nawet kierownik ośrodka. Było naprawdę karnawałowo.
Teraz czeka nas okres przygotowań do treningu zadaniowego w kwietniu. Wszystko zostało ustalone, wiemy już gdzie i kiedy przeprowadzimy najważniejsze dla nas szkolenia na koniec szkoły. Pozostaje nam przemyśleć scenariusze naszych zajęć, dobrać odpowiednie ćwiczenia i jużJ. A więc niby koniec szkoły a jeszcze dużo pracy, a potem kolejne spotkanie, czyli w sumie nie jest tak źle.
PS Z notatnika Wojtka Makowskiego:
Z radością stwierdzam, że na tej
sesji byliśmy bardzo kreatywni językowo
Oto słowa kluczowe, które mam nadzieję przypomną wam niektóre
„momenty”;-)
wtrynt
katorżniczy
dykretyjka
czasowanie
rachityczna
lawirujesz
striptiz
pucki
granda
sfokusować
makaronizm
whatever
i jeszcze parę wrzut:
Nieważne, że duszno, ważne, że razem się dusimy
Ja jestem młoda, ty jesteś młody, a coś pięknego kupi się po
drodze.
Tarzać się dwa razy dłużej w błocie, żeby zostać świnką
Suma elementów to coś innego niż ich suma
Co się trzęsie to głos, ręce i kolana
Wyobraź sobie, że jestem grupą
Niech nam zwisa kolejna publika!
Po kwartalnej przerwie cała ekipa z VII Szkoły STOP znów
się spotkała. I to nie w Łowiczu, gdzie odbywały się wszystkie
sesje, ale w Kaczym Bagnie – nadszedł czas na trening
zadaniowy!
Miejsce Inicjatyw Pozytywnych, czyli przebudowany folwark w okolicy
Nowego Miasta Lubawskiego, od środowego popołudnia (2 kwietnia)
przyjmowało zjeżdżających z całej Polski trenerów. Trenerów
przygotowanych, aby posiadaną wiedzę i umiejętności przekazać w
sposób poznany i podczas siedmiu sesji Szkoły.
Czy się uda? Czy wszyscy zaliczą trening zadaniowy i zasłużą na dyplom STOP-u? Ta kwestia, choć ważna, była zbyt ogólna na pierwszy wieczór. Kluczowe było dogadanie ostatnich szczegółów, jeszcze jedno spojrzenie w konspekt, jeszcze jedno przypomnienie sobie, kto ma stać po której stronie flipczarta i kto odpowiada za marker zielony, a kto za czarny.
Niektórym te ustalenia przeciągnęły się do późnej nocy, ale na
szczęście nikomu nie przeszkodziło to wstać z werwą rano i już
chwilę po ósmej być na stanowiskach – w jednej z kilku szkół, w
domu kultury albo urzędzie miejskim. Czyli tam, gdzie warsztaty w
ramach treningu zadaniowego miały się odbywać.
Dwudziestoczteroosobowa grupa trenerek i trenerów, którzy
zaplanowali przeprowadzenie siedmiu warsztatów – o pracy metodą
projektu, o komunikacji interpersonalnej, o równości i
różnorodności, o pracy w zespole, o skutecznym informowaniu, o roli
lidera oraz o animacji społecznej – obawiała się, czy ich
propozycje spotkają się z zainteresowaniem i czy ktoś przyjdzie na
szkolenia. Na szczęście – obawy okazały się nieuzasadnione.
Na warsztaty zgłosili się przedstawiciele instytucji samorządowych,
uczniowie, nauczyciele, aktywiści lokalni i inne osoby
zainteresowane ożywieniem swojej, nowomiejskiej społeczności. Bo
takie było główne założenie – nie robimy treningu dla treningu, ale
niezależnie od wybranego tematu, celem naszym jest zrobienie
„dobrze” lokalnej społeczności.
I nie tylko zgłosili, ale i przyszli. W czwartkowy ranek ponad 100 osób zebrało się w siedmiu salach i cierpliwie – ale i z zainteresowaniem i zaangażowaniem – poddawali się działaniom różnych metod edukacyjnych i szkoleniowych.
Nieskromne byłoby opisywanie stopnia zadowolenia uczestników szkoleń, dość powiedzieć, że podczas piątkowej, pożegnalnej ceremonii wręczenia dyplomów uczestnictwa, wszyscy sprawiali wrażenie ukontentowanych. Co ważne, trenerzy i superwizorzy (w tym roku, alfabetycznie: Małgosia Czarnecka, Darek Fijołek, Lidka Kuczmierowska, Kasia Sekutowicz oraz Bohdan Skrzypczak) – również.
Teraz przed nami jeszcze ewaluacyjno-pożegnalny zjazd w maju, a miejsce robimy dla VIII Szkoły STOP, która właśnie zaczyna sesję integracyjną. Powodzenia!
To był maj….i nasze ostatnie spotkanie w Łowiczu. W czasie piątkowej sesji rozmawialiśmy plusach i minusach (oj powinniśmy chyba powiedzieć deltach;)) VII edycji szkoły. Ewaluacja szkoły prowadzona była przez Agnieszkę Borek (absolwentkę jednej wcześniejszych edycji STOP). Ewaluatorka od razu nam zapowiedziała, że czasu na podsumowania i oceny będzie mało, i faktycznie plan dnia był naprawdę napięty. A po zajęciach ostatni grill, rozmowy i pogawędki przy blasku księżyca z nutą melancholii u niektórych, bo to ta ostatnia sesja…..
W sobotę moment uroczysty – rozdanie dyplomów, lampka wina, gratulacje i podziękowania. Niektórzy specjalnie na ten moment wystąpili w wysokich obcasach, co było naprawdę godne podziwu.
A i był mały prezent dla Małgosi. Zainteresowani mogę zobaczyć go w biurze STOP. To na pewno radosna i nieskrępowana twórczość grupy, ale czy obraz przedstawia mądrość grupy…hmm głosy były i są podzielone;)
No i stało się - wyjechaliśmy z Łowicza jako absolwenci VII edycji STOP.
I to już jest koniec.
Ostatnia modyfikacja: 15:49 08.06.2009